Jak wyglądało codzienne życie w dawnych czasach? Czy ludzie w przeszłości byli tacy jak my, czy zupełnie inni? I, przede wszystkim – skąd możemy to wiedzieć naprawdę?
Jednym z podstawowych problemów wizerunkowych historii jako dyscypliny – a piszę to jako historyczka z wykształcenia i zamiłowania – jest to, że w toku edukacji szkolnej większość ludzi wkłada ją w szufladkę „nudna, trudna, dużo dat”, i potem już nigdy nie wyjmuje, by przyjrzeć się, czy ocena dokonana dwadzieścia lat wcześniej podczas żmudnego kucia do klasówki z rozbicia dzielnicowego jest sprawiedliwa. Nie byłoby w tym zresztą nic złego, gdyby nie fakt, że tak naprawdę historia nas fascynuje. Być może nie na poziomie szczegółowej wiedzy o kolejnych traktatach politycznych i ruchach wojsk w setnych wojnach (choć i te nisze mają swoich oddanych wielbicieli), ale na poziomie bardzo podstawowego pytania: „Czy kiedyś było inaczej?”
Popularyzacja wiedzy historycznej, którą się zajmuję, opiera się właśnie na tej podstawowej ciekawości. Czytelnicy i czytelniczki chcą wiedzieć, jak wyglądała przeszłość rozumiana na najbardziej przyziemnym poziomie – jak jedli, w co się ubierali, jakie rozrywki mieli tamci ludzie. Kogo kochali, co ich oburzało, śmieszyło, czego się bali i na co mieli nadzieję. Nic zaś nie przybliża odpowiedzi na to pytanie jak wiedza z codziennej prasy. Na własne oczy przeczytać żart obrazkowy sprzed 100 lat, przejrzeć ogłoszenia „kupię kalosze”, „wynajmę mieszkanie umiarkowanie jasne”, „pies łaciaty zgubiony dla znalazcy nagroda”, przeczytać recenzje najnowszego kabaretu i porady, jaką tasiemkę w tym sezonie przypiąć do kapelusza działa lepiej na humanizację historii niż dowolny płomienny wykład w szkole czy na studiach.
Pierwsze gazety codzienne zaczęły ukazywać się w połowie XVII wieku, zaś największy rozkwit prasy papierowej nastąpił w wieku XIX. Prasa codzienna, branżowa, kulturalno-literacka, rozrywkowa, kobieca, poradnikowa, satyryczna i erotyczna stanowiła w wieku XIX podstawowy wehikuł treści poważnych i niepoważnych, zapewniała porady, rozrywkę, wiedzę, wsparcie, roznosiła wiadomości polityczne i ploteczki o celebrytach. Pozwalała kupić kanapę, zatrudnić służącą, zapisać się do partii socjalistycznej, poznać przepis na marynowane grzybki i obejrzeć gołe piersi kobiece (choć jedynie rysunkowe). Dlatego też stanowi tak doskonałe źródło wiedzy o życiu codziennym w przeszłości i pozwala z taką łatwością, jeśli nawet nie wyobrazić sobie siebie na miejscu naszych pra-pra-dziadków, to chociaż poczuć przez chwilę, że byli to prawdziwi ludzie.
Obłędna popularność prasy papierowej i monstrualna liczba wydawanych tytułów na niewiele by się jednak zdała, gdyby zmurszałe egzemplarze starych gazet leżały po prostu w bibliotecznych archiwach. Niektóre czasopisma rzeczywiście przetrwały w tak słabej kondycji, że oglądać je można jedynie na mikrofilmach. Ogromna większość jest jednak obecnie dostępna w formie zdigitalizowanej, dostępnej online. By przeglądać internet naszych przodków, musimy jedynie zalogować się do naszego własnego internetu. I ten szczęśliwy zbieg okoliczności (a raczej efekt wieloletniej pracy polskich specjalistów z bibliotek cyfrowych) sprawia, że przeszłość sięgająca ostatnie 150 lat wstecz, gdy już zapoznamy się ze źródłami, rysuje nam się jako bardzo bliska. Albo przynajmniej – ludzka, zrozumiała i ciekawa.
Co jednak z czasami wcześniejszymi? Czy w szesnastym wieku żyli już ludzie zupełnie inni niż my? A w czternastym? We wczesnym średniowieczu? Co śmieszyło młodzież w starożytnym Rzymie? Jako specjalistka od historii społecznej dziewiętnastego wieku powiedzieć mogę tylko, że nie jestem pewna. I odesłać wszystkich ciekawych do moich kolegów mediewistów i koleżanek starożytniczek. Oni znają odpowiedzi na wszystkie te pytania. Przy okazji jednak warto zastanowić się, jak wielki wpływ na popularyzację historii ma właśnie digitalizacja źródeł. Miłośnik historii, hobbysta i zapaleniec znajdzie odpowiedzi na nurtującego go pytania, idąc do biblioteki, kupując książkę na dany temat, oglądając filmik na youtube albo pytając znajomego historyka (ostatnia opcja jest najłatwiejsza, ale grozi spontanicznym wykładem). Ktoś, kogo bolesne doświadczenie z historią zakończyło się na katastrofalnym w skutkach opisie stosunków polsko-węgierskich na maturze, najłatwiej i pewnie przypadkiem zetknie się ze źródłami z epoki w rozmaitych social-mediach – a gdy coś przykuje jego uwagę, szybko znajdzie zdigitalizowane źródło w bibliotece cyfrowej. Źródła te pochodzą jednak w ogromnej większości z dziewiętnastego i dwudziestego wieku, nieintencjonalnie sprawiając wrażenie, jakby czasy przed nowożytne nie tylko były bardzo odległe, ale też nie pozostawiły po sobie zbyt wielu śladów kultury społecznej.
By poznać przeszłość, musimy więc przenieść ją do teraźniejszości. Wyszukiwarka fotografii starożytnych rzymskich graffiti? To jest to! Jestem pewna, że ówcześni nastoletni wandale byliby zachwyceni.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego





