Polona/Labs

Prawa autorskie na skróty


    Ostatnia dekada to istna rewolucja w prawach autorskich w instytucjach kultury. Pomimo że aktualna ustawa obowiązuje od 1994 r. (czyli blisko 30 lat), a poprzednie, istotne dla naszych czasów, ogłaszane były w 1926 i 1952 r., to dopiero teraz przykłada się do tego należną wagę. Czy nie nadgorliwie?

    Ze skrajności w skrajność

    Starsze ustawy w naszym kraju nie traktowały praw autorskich do utworu jak czegoś od niego oddzielnego, czym można świadomie zarządzać przez cały okres ochrony prawnoautorskiej.

    Ustawy z 1926 i 1952 r. nie definiowały i nie wymieniały dokładnie autorskich praw osobistych, a także pól eksploatacji w ramach autorskich praw majątkowych. Jednocześnie nawołując do niełamania praw autorskich i wskazując kary za ich nieprzestrzeganie. Jak można jednak przestrzegać zasad, które nie do końca są jasne, a już na pewno nie są kompletne?

    Dwie pierwsze wspomniane ustawy najdokładniej tyczyły się utworów mających formę tekstu i określały współpracę autorów z wydawcami. W miarę szczegółowo opisywały też prawa zależne, głównie jednak wskazując na tłumaczenia. Ustawy opisywały dość dokładnie dzieła, które dopiero miały powstać, czyli wydawca je zamawiał, a autor miał stworzyć.

    A co na przykład z gotowymi książkami oraz bibliotekami, które działały w celu upowszechniania literatury i prasy? Co z muzeami, galeriami, jak również bibliotekami, które powinny prezentować swoje zbiory plastyczne i to w różny sposób – na wystawach, w publikacjach, w prasie albo przynajmniej należycie je konserwować? Co z utworami już istniejącymi, kupowanymi od artystów, osób trzecich lub otrzymywanymi w darach od innych instytucji? Tego dawniejsze ustawy nie analizowały.

    Co mógł więc zrobić artysta przekazujący (odpłatnie lub bezpłatnie) dzieło do instytucji państwowej, która następnie realizowała wystawy i publikacje? Albo oddający utwór na jakiś konkurs?

    W takich przypadkach autorzy zazwyczaj nie wypowiadali się na temat praw autorskich. Mieli na pewno oczekiwania, by ich utwory były jak najczęściej prezentowane i jak najszerzej promowane przez instytucje państwowe, w zbiorach których się znalazły. Nie tworzyli ich przecież do szczelnie zamkniętych magazynów z intencją, by dana instytucja nikomu nic nie udostępniała albo co najwyżej pytała o zgodę (bezpłatną lub odpłatną) na każde kolejne użycie. A po śmierci autora decydowali o tym ewentualni spadkobiercy. Skąd to wiemy? Z rozmów ze starszymi artystami, z rozmów ze spadkobiercami, z adnotacji artystów na dokumentach nabycia, np. by ich dzieł instytucja nie wahała się wypożyczać na inne wystawy.

    Można więc śmiało stwierdzić, że w świadomości twórców oraz organizatorów instytucji publicznych prawa autorskie przed 1994 r. były nierozerwalnie związane z utworami. Decydowanie o utworze zaczynało i kończyło się na przekazaniu go instytucji wraz z intencją o dalszym decydowaniu o jego losach samodzielnie przez nowego właściciela. Zakup lub przyjęcie dzieła oznaczały więc wejście w posiadanie obiektu wraz z nieodwoływalną decyzją autora o prawie do dalszego upowszechniania. Tak mocno było to połączenie zakorzenione w powszechnej świadomości, że w praktyce okazało się pułapką. Zapominano prawie całkiem o prawach autorskich i w dokumentach nabycia utworów niezwykle rzadko są o nich jakiekolwiek wzmianki.

    W końcu, w 1994 r. ustawodawca zdecydował o wyraźnym rozdzieleniu praw autorskich od utworu, a także rozdzieleniu poszczególnych pól eksploatacji. A następnie o konieczności wymienienia w licencji lub umowie nabycia dokładnie tych pól, na których nam zależy. Pozyskując bezpłatnie lub kupując pełne prawa autorskie lub ograniczoną, niewyłączną licencję, musimy wskazać cel i sposób korzystania z dzieła. Jeśli zapomnimy o jakimś szczególe, to pozostaje konieczność pozyskania kolejnej zgody (również bezpłatnie lub odpłatnie).

    Prawo nie działa wstecz?

    Powszechnie przyjmuje się, że prawo nie działa wstecz. W prawach autorskich jednak bywa odwrotnie. Bo jak inaczej nazwać pozyskiwanie przez instytucje licencji np. na zaprezentowanie w internecie utworu po wielu latach od jego nabycia? Jeśli instytucja pozyskała utwór z pełnymi prawami autorskimi przed 1994 r. (bez wyszczególniania pól eksploatacji), to częsta praktyka jest taka, by dodatkowo teraz pozyskiwać zgodę dotyczącą internetu. Jest to o tyle błędne podejście, że w poprzedniej ustawie nie zastrzeżono, że nie można przenosić praw autorskich na pola eksploatacji, które dopiero mogą powstać, a tak można by uznać, że jest z internetem. Jeśli natomiast przyjmiemy, że internet powstał i upowszechnił się przed 1994 r., to tym bardziej, pozyskując pełne prawa, uzyskaliśmy prawo do prezentacji w tej sieci. A jeszcze przecież dochodzi wspomniana intencja artystów, by ich dzieła instytucje promowały, a nie ukrywały przed światem.

    Jeśli jednak pozyskaliśmy utwór bez żadnej wzmianki o prawach autorskich, to co wtedy? Najlepiej byłoby poratować się przepisem lub opinią prawną, że dawniej prawa autorskie przy nabywaniu dzieł przez instytucje były domniemane wraz z utworem. Żadne muzeum, biblioteka czy galeria niczym takim jednak nie dysponuje. Byłaby to droga na skróty! A tymczasem czeka nas żmudne poszukiwanie namiarów na autora lub ustalanie spadkobierców w przypadku autorów nieżyjących, a następnie negocjowanie licencji. Potem już tylko pozostaje procesowanie umowy przeniesienia praw autorskich lub umowy licencyjnej. A jak wiadomo, bywa, że trwa to „wieki”. Nie zapominajmy też o całym systemie tworzenia wzorów takich dokumentów i systemie archiwizowania podpisanych umów. Ważne jest też prowadzenie bazy praw autorskich.

    Kolejny przypadek, gdy trzeba wracać do pozyskiwania praw autorskich, pomimo że mogły być już przeniesione na rzecz instytucji, dla której pracujemy, to sytuacja, w której nie możemy dotrzeć do żadnych dokumentów nabycia. Albo przekazanie odbyło się na podstawie umowy ustnej i na rachunku widnieje tylko zapłata, albo dokumenty uległy zniszczeniu lub zaginęły. Bywa też, że dokumenty lata temu zostały oddane do archiwum państwowego, a instytucja nie ma w zwyczaju ich tam poszukiwać i weryfikować. Co wtedy? Pozostaje przystąpić do pozyskiwania praw autorskich.

    Co z tym osierocaniem?

    Utwór osierocony to utwór, do którego prawa autorskie lub prawa pokrewne posiadają osoby nieznane albo osoby zaginione. Co prawda powstały już przepisy regulujące procedurę osierocania, niestety w praktyce to nie działa. Na przykład nie ma jeszcze centralnej bazy, gdzie możemy sprawdzić, że z dzieł danego autora można korzystać, ponieważ nie odnaleziono właścicieli praw autorskich, a przy tym staranne poszukiwania udokumentowano. Ponadto nie ma jeszcze wzoru dokumentu osierocania. Zresztą, nawet jakby była taka baza i byłaby dopracowana procedura osierocania, bardzo pracochłonne byłoby weryfikowanie istniejących przepisów, do jakich celów można użyć osierocone dzieło danego typu. Istotne byłoby też zweryfikowanie, czy utwór wcześniej był już publikowany. Pozostaje jeszcze ryzyko korzystania z takiego utworu, to znaczy pojawienia się roszczeń od ewentualnie odnalezionych później właścicieli praw autorskich. Takie ryzyko spadałoby oczywiście na dyrekcję danej instytucji. Nie każdy zarząd otwarty jest na takie konsekwencje.

    Rozbudowane i niedokończone przepisy dotyczące osierocania na razie  każą nam traktować ten termin w rozumieniu potocznym i po prostu z dzieł osieroconych nie korzystać, poza dozwolonym użytkiem.

    As w rękawie

    W ustawie z 1994 r. pojawiły się przepisy o tzw. dozwolonym użytku i jest on co jakiś czas rozszerzany przez kolejne nowelizacje. Określa się tu, w jaki sposób instytucji wolno korzystać z dzieła, bez konieczności pozyskiwania praw autorskich. Przepisy te nie są proste, dlatego warto stworzyć podręczny katalog dozwolonego użytku dla naszej instytucji i zaprowadzić bazę praw autorskich. Dla każdej instytucji będzie to nieco inny dozwolony użytek, zatwierdzony przez wyznaczonego prawnika i dyrekcję.

    Muzea muszą pamiętać też o ustawie o muzeach, a biblioteki o ustawie o bibliotekach. W najtrudniejszej sytuacji są galerie sztuki, ponieważ podlegają głównie pod ustawę o organizacji instytucji kultury, a więc utworów z własnych zbiorów nie mają prawa ani digitalizować, ani prezentować na własnych wystawach i w bezpłatnych katalogach do wystaw, ani wypożyczać innym instytucjom, tak jak to umożliwiono muzeom. Przy udostępnianiu wizerunków utworów stosujemy się również do przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej, ustawy o ponownym wykorzystaniu informacji publicznej i prawa prasowego.

    Najlepszą jednak drogą na skróty przy porządkowaniu i pozyskiwaniu praw autorskich są relacje z ludźmi. Brak centralnej bazy praw autorskich można zastąpić dobrymi relacjami z innymi specjalistami od praw autorskich we wszystkich znanych nam instytucjach kultury oraz konsekwentnie prowadzoną własną bazą twórców i spadkobierców. Kontaktując się z innymi instytucjami, porównujemy doświadczenia, zyskujemy dodatkową wiedzę z ich praktyki, wymieniamy się kontaktami do właścicieli praw autorskich. Czasami jeden twórca, zadowolony z upowszechniania jego twórczości, poleca nam kontakt z innymi twórcami w celu uregulowania praw autorskich i upowszechniania również ich utworów.

    Odczarowanie praw autorskich

    Jak widać, prawa autorskie to nie zero-jedynkowe zapisy z jednej ustawy, ale suma przepisów pochodzących z wielu ustaw, procedury danej instytucji, dobry obyczaj oraz trwałe relacje z ludźmi. Są to zarówno twórcy czy spadkobiercy, jak i współpracujący z nami specjaliści, inwentaryzatorzy, kustosze, archiwiści, bibliotekarze i sami licencjodawcy. Jeśli do tego wszystkiego dodamy jeszcze zdrowy rozsądek, zamiłowanie do porządku i cierpliwość – otrzymamy szybki przepis na porządek w prawach autorskich.

    Pozyskiwanie praw autorskich krok po kroku

    Z praktyki wielu instytucji wynika, że podstawowe prace przy porządkowaniu praw autorskich niezbędnych do digitalizacji i upowszechniania utworów w internecie to:

    1. Ustalenie, jakich praw autorskich instytucja potrzebuje i do których utworów.

    2. Ustalenie czy pozyskiwanie zgód odbywać się będzie bezpłatnie czy odpłatnie. W drugim przypadku zorganizowanie specjalnego budżetu.

    3. Odszukiwanie dokumentów nabycia utworów i weryfikacja posiadanych przez instytucję praw autorskich.

    4. Stworzenie wzorów dokumentów do pozyskiwania brakujących praw autorskich (umowa przeniesienia praw autorskich / umowa licencyjna / oświadczenie licencyjne oraz list intencyjny).

    5. Poszukiwanie namiarów kontaktowych do właścicieli praw autorskich: autorów i spadkobierców. W drugim przypadku, weryfikacja posiadania praw autorskich przez spadkobierców (postanowienie sądu o dziedziczeniu i ewentualnie dodatkowo postanowienie o dziale spadku / akt notarialny poświadczenia dziedziczenia).

    6. Nawiązywanie kontaktów z właścicielami praw autorskich. Negocjowanie autorskich praw majątkowych i praw zależnych (tu warto pamiętać głównie o tłumaczeniach). Dodatkowo negocjowanie zasad korzystania przez instytucję z autorskich praw osobistych. Jest to decydowanie o korzystaniu z utworu, pilnowanie integralności utworu oraz opisywanie utworu nazwiskiem autora i tytułem. Do wspomnianego opisu warto dodawać datę powstania dzieła i nazwę instytucji posiadającej utwór. Korzystne jest przygotowanie kilku opcji zgód do wyboru przez licencjodawców. Nie mnoży się w ten sposób w nieskończoność rodzajów umów licencyjnych, różniących się jedynie drobnymi szczegółami. To dobra droga, by zachować porządek i logikę.

    7. Procesowanie w instytucji dokumentu regulującego prawa autorskie, od wydrukowania wynegocjowanej umowy, przez zbieranie akceptów i podpisów od osób decyzyjnych w instytucji, do wysyłki egzemplarzy wraz z listem przewodnim (a najlepiej też z kopertą zwrotną).

    8. Archiwizowanie ww. dokumentów w segregatorach oraz ich skanów (na dysku udostępnionym lub w specjalnym programie komputerowym do administrowania utworami).

    9. Prowadzenie bazy praw autorskich – czyli bazy twórców z namiarami kontaktowymi do właścicieli praw autorskich i adnotacjami o posiadanych przez naszą instytucję zgodach. Ułatwia to pozyskiwanie kolejnych licencji, a także korzystanie z posiadanych utworów przez wszystkich pracowników instytucji (łącznie z udzielaniem dalszych licencji osobom lub instytucjom trzecim).

    10. Po pewnym czasie stworzenie procedury, gdzie i jak pozyskiwać prawa autorskie. Istnienie takiej check-listy usprawnia poszukiwania, ale też pozwala wdrożyć kolejne osoby w instytucji do pracy przy porządkowaniu praw autorskich.

    Małgorzata Chmiel, bibliotekoznawca, logik i historyk filozofii. Zajmuje się porządkowaniem i pozyskiwaniem praw autorskich do dzieł sztuki i utworów archiwalnych w Muzeum Sztuki w Łodzi (od 2012 r.) oraz w Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki (od 2020 r.). Współpracuje z Biblioteką Narodową przy pozyskiwaniu licencji do utworów literackich oraz okładek i ilustracji książkowych. Prowadzi szkolenia z praw autorskich w praktyce.

    ◊◊◊

    Artykuł powstał w ramach realizacji przez Bibliotekę Narodową zadania sfinansowanie działalności Centrum Kompetencji w zakresie digitalizacji materiałów bibliotecznych w 2022 roku. 

    ◊◊◊

    Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego