Polona/Labs

Prawo autorskie czy prawo „starych technologii”?


    Niewiele jest obszarów prawnych, których zasadnicze instytucje ulegają tak szybkiej dezaktualizacji, jak ma to miejsce w odniesieniu do prawa autorskiego. Co interesujące w tym kontekście, jest to stosunkowa nowa dziedzina regulacji prawnej, bowiem mogąca się pochwalić zaledwie dwuwiekową historią, co jest okresem relatywnie krótkim, jak na prawo prywatne. Wiele bowiem instytucji, należących do tej kategorii prawa, z powodzeniem funkcjonuje w kontynentalnych porządkach prawnych od ponad dwóch tysięcy lat w niezmienionej co do istoty postaci. Konstrukcje umów nazwanych (sprzedaży, najmu, dzierżawy, zlecenia itp.), własności, użytkowania, czy odpowiedzialności odszkodowawczej za czyny niedozwolone oraz za naruszenie zobowiązania, wypracowane przez rzymskich prawników, znajdują wyraz w dzisiejszych ustawodawstwach, nierzadko w postaci niemal nieodbiegającej od wypracowanych ówcześnie założeń.

    Inaczej rzecz się ma z prawem autorskim. Jest to bowiem dziedzina prawa, dla której podstawową instytucją jest dobro niematerialne, to jest utwór, wymagający ustalenia, zaś dla szerszej recepcji – utrwalenia. Oczywiście kształtowanie się ustawodawstw autorskich nie było odpowiedzią na nowe zjawisko, skoro twórcze, zindywidualizowane przejawy myśli towarzyszą naszemu gatunkowi od początku jego istnienia; najstarsze malowidła naskalne pochodzą przecież z okresu paleolitu. Nowością była jedynie idea ochrony twórczości jako dobra prawnego. Jednak zmiany cywilizacyjne, które zaszły od czasu kształtowania się uregulowań autorskich do chwili obecnej, związane z rozwojem technologicznych możliwości zapisu i przekazywania informacji, czynią szereg z tych uregulowań zjawiskiem w dużej mierze historyczno-prawnym.

    Dość zauważyć, że w XIX w. jedynym w istocie masowym sposobem dystrybucji utworów słownych był druk. Dostępność technologii drukarskiej była zaś ograniczona do przedsiębiorców, parających się działalnością wydawniczą. Dopiero pod koniec dziewiętnastego stulecia zaczęły upowszechniać się maszyny do pisania. Również technika fotograficzna znajdowała się w powijakach i w konsekwencji pozostała na marginesie zainteresowania twórców pierwszych regulacji  prawnoautorskich. Jeszcze w połowie XX w. niektóre ustawy autorskie, w tym polska, nie zrównywały fotografii z innymi typami utworów; konieczne było tu wyraźne zastrzeżenie swych praw przez twórcę. Gdy Victor Hugo inicjował powstanie Konwencji Berneńskiej –  pierwszej umowy międzynarodowej, regulującej wzajemne rozpoznawanie i ochronę praw autorskich przez państwa będące jej sygnatariuszami i ostatecznie zawartej w 1886 r. – nawet wyobraźnia tego wielkiego pisarza nie mogła przewidzieć, że zaledwie sto lat później rozwiną się technologie, które będą umożliwiały utrwalenie dzieła literackiego w postaci zapisu cyfrowego, dostępnego dla każdego posiadacza niedrogiego i powszechnie dostępnego urządzenia oraz wzajemne udostępnianie takiego zapisu w czasie rzeczywistym, pomiędzy urządzeniami połączonymi w globalną sieć, oplatającą niemal cały świat. To samo dotyczy niepospolitej wszak wyobraźni Jana Brzechwy, inicjatora pierwszej polskiej ustawy autorskiej z 1926 r.

    W konsekwencji, szereg podstawowych pojęć prawa autorskiego, takich jak egzemplarz, czyli rzecz ruchoma, w której utrwalony jest utwór, czy też zwielokrotnienie utworu, jako wytworzenie jego egzemplarzy, wreszcie – wprowadzenie utworu do obrotu, nie znajduje zastosowania do stanów faktycznych, w ramach których dochodzi do korzystania z utworów w rzeczywistości cyfrowej. Stąd, też charakterystyczna dla ustawodawstw autorskich rozbudowana regulacja tradycyjnych sposobów eksploatacji twórczości straciła na znaczeniu. Również długotrwały czas ochrony autorskich praw majątkowych, wynoszący zasadniczo siedemdziesiąt lat od śmierci twórcy, jest oparty na koncepcji nieprzystającej do dzisiejszych realiów technologicznych. Koncepcja ta zakładała, że zasadniczym źródłem dystrybucji utworów jest druk, względnie inne techniki wytwarzania nośników fizycznych, więc potencjalny okres eksploatacji ekonomicznej twórczości musi uwzględniać potrzebę dokonywania regularnych wznowień pozycji, na którą wciąż jest popyt, czego beneficjentami powinni być następcy prawni zmarłego twórcy. Jeśli weźmie się pod uwagę, że obecnie rozpowszechnienie utworu nie wymaga wytworzenia jego egzemplarzy, zaś przy cyfrowych formach dystrybucji nie występuje w istocie takie zjawisko jak niedostępność danej pozycji dla zainteresowanych nabywców, staje się oczywistym, że okres ochrony autorskich praw majątkowych jest nieadekwatny do realiów społeczeństwa informacyjnego.

    Oczywiście ustawodawca, także na poziomie europejskim, ma świadomość zwiększającej się wciąż nieprzystawalności unormowań autorskich do rzeczywistości rewolucji cyfrowej, jednak przewlekłość unijnego procesu legislacyjnego powoduje, że powstające akty prawne, przede wszystkim dyrektywy, w chwili ich wejścia w życie odwołują się do założeń opartych na stanie technologii, który był aktualny szereg lat wstecz. Powstające uregulowania mają przy tym charakter punktowy, mający ułatwiać korzystanie z utworów w rzeczywistości cyfrowej, w tym bibliotekom (np. instytucja utworów osieroconych, utworów niedostępnych w obrocie handlowym, czy też dozwolony użytek utworów na terminalach bibliotecznych), jednak nowe instytucje nie modyfikują zasadniczej struktury dogmatycznej prawa autorskiego, która opiera się na uwarunkowaniach technologicznych mających dzisiaj charakter historyczny.

    Nie bez znaczenia jest tutaj potencjał ekonomiczny przemysłu rozrywkowego i wydawniczego – kluczowych beneficjentów ochrony prawnoautorskiej, którzy w naturalny sposób dążą do zabezpieczenia swoich korzyści majątkowych poprzez wpływanie na otoczenie prawne – tu poprzez jego petryfikację. Zjawisko to określa ekonomia jako pogoń za rentą (rent-seeking). Nie ma jednak wątpliwości, że w konfrontacji rynków i nowych technologii, te pierwsze będą musiały się dostosować. Na nic zdały się przecież próby powstrzymania masowej produkcji samochodów przez przedsiębiorców kolejowych, ostrzegających na początku XX w. przed niebezpieczeństwami „automobilizmu”. Również dążenia dystrybutorów kinowych w Stanach Zjednoczonych, zmierzające do ograniczenia dostępności technologii VHS, spełzły na niczym. Dlatego wcześniej czy później prawo autorskie będzie musiało dostosować się do cyfrowych realiów masowej dystrybucji informacji, zwłaszcza poprzez uchylenie szeregu ograniczeń wynikających tak z zakresu, jak i okresu ochrony twórczości. Weryfikacja przestrzegania tych ograniczeń i dochodzenie roszczeń wynikających z ich naruszenia są bowiem już dzisiaj możliwe w niewielkim jedynie stopniu.

    Nowoczesne technologie cyfrowe umożliwiają również masową digitalizację materiałów wytworzonych tradycyjnymi technikami, w tym zbiorów bibliotecznych. Jednym z najważniejszych projektów w tym zakresie jest niewątpliwie projekt „Patrimonium”, realizowany przez Bibliotekę Narodową oraz Bibliotekę Jagiellońską, w ramach którego w okresie zaledwie trzech lat udało się zdigitalizować i udostępnić w Internecie milion obiektów ze zbiorów obu instytucji. Przedmiotem digitalizacji były, zgodnie z założeniami projektu, jedynie materiały należące do domeny publicznej. W toku jego realizacji, konieczne było zatem dokonanie selekcji obiektów, które spełniały to kryterium.

    Pomimo konieczności weryfikacji prawnoautorskiej każdego digitalizowanego materiału bibliotecznego, która stawała się tym trudniejsza, im późniejszy był okres jego powstania, projekt „Patrimonium” umożliwił powszechne udostępnienie ogromnej liczby materiałów: książek, map, rysunków, nut, w tym niektórych najcenniejszych zabytków piśmiennictwa polskiego. Skala realizacji tego projektu pokazuje doniosłość, wręcz cywilizacyjną, projektów masowej digitalizacji zbiorów bibliotecznych oraz ogromny potencjał drzemiący w tej technologii. Jej wykorzystanie przez instytucje kultury – nawet przy konieczności poruszania się w przestarzałej infrastrukturze prawa autorskiego – umożliwia udostępnienie dziedzictwa kulturowego na nieznaną wcześniej skalę. Biblioteki są gotowe na udostępnianie kolejnych partii swoich zbiorów, w tym także chronionych. Trzeba jedynie czekać, aż prawo autorskie dogoni rzeczywistość.

    ◊◊◊

    Artykuł powstał w ramach realizacji przez Bibliotekę Narodową projektu „Patrimonium – digitalizacja i udostępnienie polskiego dziedzictwa narodowego ze zbiorów Biblioteki Narodowej oraz Biblioteki Jagiellońskiej” współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa 2014-2020 oraz budżetu państwa.

    ◊◊◊

    Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

    Zobacz także